minimalism zero waste
Zero Waste

Minimalizm w życiu bezśmieciowca

Posted on

Rozglądasz się czasami dookoła i myślisz: “O rany, skąd się tu wzięło tyle rzeczy? Po co mi to? Naprawdę ja to kupiłam?” ? Ja tak, choć każdy, kto mnie zna, wie że u nas w domu nadmiaru raczej nie ma, bo jestem zdeklarowanym antychomikiem – usuwam z naszej przestrzeni wszystkie niepotrzebne przedmioty w trybie natychmiastowym. To się chyba nazywa wrodzony minimalizm 😉 Prawda jest taka, że nie mogę znieść myśli o tym, że coś zalega w mojej szafie, a przecież ktoś inny mógłby z tego skorzystać. Czy ktoś z nas może z czystym sumieniem powiedzieć, że ma w domu tylko NAPRAWDĘ potrzebne mu rzeczy i nie chowa po szafach i piwnicach żadnych skarbów chomikowanych na Świętego Nigdy? No właśnie.

Chciałabym się dzisiaj podzielić z Wami swoim sposobem na powiększanie przestrzeni życiowej. Skutkiem ubocznym, acz bardzo przyjemnym, są dodatkowe fundusze w domowym budżecie. Dzisiaj bowiem mowa będzie o rzeczach w drugim obiegu.

Tak jak pisałam już wcześniej, każda zbędna rzecz w naszym domu parzy mnie mentalnie do tego stopnia, że w ciągu kilku dni znajduję dla niej albo nowe zastosowanie, albo nowy dom. Przede wszystkim zastanawiam się najpierw, czy na pewno tej rzeczy już nie potrzebuję, czy może mogę to wykorzystać w jakiś inny sposób. Oczywiście, w tej fazie potrzebna jest bardzo duża dawka dystansu do własnych emocji oraz solidna porcja bezlitośnie praktycznego myślenia. Odkładam więc na bok wszelkie sentymenty i starając się patrzeć trzeźwym okiem, dokonuję oceny – czy jest mi to potrzebne teraz lub będzie potrzebne w najbliższym czasie? Tutaj muszę podkreślić, że nie mam sztywnego przedziału czasowego, który uznaję za czas najbliższy – czasami jest to miesiąc, a czasami kilka lat, w zależności od przedmiotu. Przykładowo dla kosmetyków, których nie będę używać, “najbliższy czas” to perspektywa kilku miesięcy, ale dla rowerka dziecięcego będzie to kilka lat. Kiedy już stwierdzę, że czegoś nie potrzebuję, zastanawiam się, komu ta rzecz mogłaby się jeszcze przydać. W pierwszej kolejności myślę o rodzinie (od lat wymieniamy się ciuchami z siostrą, mamą, a nawet babcią 🙂 ) i znajomych. Jeśli jednak nie znajdę wśród najbliższych nowego domu dla zbędnego przedmiotu, zaczynam szukać dalej.

Część rzeczy sprzedaję – przez ostatnie pół roku z takich sprzedaży do naszego domowego budżetu wpłynęło ok. 1300 zł! Jeżeli ciągle twierdzisz, że nie masz pieniędzy, to rozejrzyj się dookoła 🙂 Jedną z podstawowych aplikacji na telefon, z którymi chyba nigdy się nie rozstanę, jest OLX. Pozbywanie się rzeczy nigdy nie było prostsze – wystarczy pstryknąć zdjęcie telefonem, dodać krótkie ogłoszenie i voila – zainteresowana osoba już czeka pod Twoim domem. Część rzeczy wysyłam też pocztą po zaksięgowaniu przelewu na koncie. A sprzedać można dosłownie niemal wszystko: meble, naczynia, książki, zabawki, nietrafione prezenty, ubrania, buty… długo by wymieniać. Dzięki opcji wystawiania ogłoszeń w sekcji “za darmo” na OLX znajduję również nowy dom dla rzeczy, które na pierwszy rzut oka nadawałyby się tylko do wyrzucenia, np. otwartych kosmetyków, które nam nie przypadły do gustu; aparatu fotograficznego sprzed 15 lat, od którego dziś pierwszy lepszy smartfon robi lepsze zdjęcia; łańcuszka do smoczka dla dzieci, zniszczonych butów do sukni ślubnej i wielu wielu innych. W ten sposób udało nam się również opróżnić z mebli dwa duże mieszkania, które kupiliśmy z pełnym, choć niestety mocno przestarzałym wyposażeniem. Oszczędziło nam to pieniędzy  (bo nie musieliśmy płacić nikomu za utylizację), czasu i zdrowia (bo nie musielismy wynosić tego sami). Okazuje się zatem, że to, co dla nas jest już bezużyteczne i  co w pierwszym odruchu wyrzucilibyśmy na śmietnik, dla kogoś może mieć jeszcze jakąś wartość!

Jedyny wyjątek stanowią tutaj ubrania, których na OLX z zasady nie wrzucam, bo po pierwsze, zwykle znajduję dla nich nowego właściciela wśród najbliższych, a po drugie uważam, że mogłoby to być dla nas zbyt kłopotliwe – jakoś tłumy ludzi przymierzających ciuchy w moim domu nie są tym, o czym marzę 😉 Jeżeli nie udaje mi się znaleźć żadnego chętnego, ciuch zanoszę do sklepu Dobry Uczynek (Rumia, Dąbrowskiego 24), gdzie prowadzona jest sprzedaż na cele charytatywne. Oczywiście mowa tu o rzeczach, które są jeszcze w stanie pozwalającym na dalszą sprzedaż. Rzeczy nienadające się już do dalszego użytkowania ani do naprawy czeka już niestety tylko kontener Caritasu. Przed kontenerową zagładą ocalam jednak stare T-shirty, które zbieram i z których planuję zrobić matę na zimę dla psów ze schroniska. To bardzo proste, instrukcję znajdziecie tu.

savings zero waste

No dobrze, ale gdzie tu oszczędności? Przede wszystkim oszczędności szukamy w niekupowaniu 🙂 Serio, dużej części rzeczy po prostu nie kupujemy, bo tak naprawdę ich nie potrzebujemy. Nie spędzamy czasu w galeriach handlowych, nie dostajemy gazetek reklamowych i nie oglądamy telewizji, więc udało nam się w znacznej mierze odciąć od bodźców wytwarzających sztuczne potrzeby. Jednym słowem kupujemy tylko to, co naprawdę jest nam potrzebne. Poczucie uwolnienia od wszechobecnego konsumpcjonizmu jest bezcenne i bardzo uwalniające, polecam!

Drugim źródłem oszczędności są rzeczy przychodzące do nas od rodziny i znajomych, rzeczy, które im juz nie są potrzebne. Ciuchy po siostrze, solniczki po mamie, noże od teściowej i wiele innych sumują się i łącznie pozwalają zaoszczędzić sporo pieniędzy i zrobić coś dobrego dla środowiska. Odkąd pamiętam nosiłam ciuchy po siostrze i nigdy mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, nie mogłam się doczekać, aż urosnę i będę mogła przechwycić tę sukienkę czy tamten sweterek. Choć rosnąć już nie muszę, to do dziś zdarza mi się zapytać “Nie znudziła Ci się jeszcze ta bluzka?”.  Nawet suknię ślubną miałam po siostrze 🙂

Trzecim, niebagatelnym źródłem oszczędności jest pożyczanie. Czy naprawdę potrzebujemy własnej wiertarki, skoro dwie przecznice dalej mieszkają rodzice, którzy mają wszelkie sprzęty potrzebne do remontu? Czy naprawdę chcę ścierać kurz z regałów pełnych książek, kiedy niemal wszystkie mogę znaleźć w pobliskiej bibliotece? Zdecydowanie nie. Zanim cokolwiek kupię, rozpytuję na Facebooku, czy ktoś z moich znajomych jest może przypadkiem szczęsliwym posiadaczem danego przedmiotu i chciałby go nam udostępnić. W 95 % przypadków okazuje się, że nie musimy kupować potrzebnej rzeczy, a zrobienie rozpoznania wśród rodziny i znajomych to niemal zerowy wysiłek. Oczywiście staramy się również nie być dłużni i na miarę swoich możliwości udostępniać też nasze zasoby innym.

W końcu, czwartym źródłem oszczędności jest to, że gdy czegoś potrzebujemy, to w pierwszej kolejności szukamy tego właśnie na OLX lub w Dobrym Uczynku. Ostatnio byłyśmy też z pierworodną na Rumskiej Szafie Otwartej, czyli na takiej dużej wyprzedaży garażowej, gdzie udało nam się sprzedać kilka niepotrzebnych nam rzeczy oraz zakupić conieco dla siebie. Ludzie często sprzedają rzeczy nowe lub używane, ale w idealnym stanie za ułamek ich ceny pierwotnej tylko dlatego, że nie są im już potrzebne. A ja zdecydowanie wolę za zaoszczędzone pieniądze zabrać dzieci na lody lub pojechać na wakacje 🙂

 

Jeżeli macie jeszcze jakieś sposoby na odgracanie swojej przestrzeni, domowe oszczędności lub ponowne wykorzystanie zalegających w domu rzeczy, koniecznie dajcie znać!

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *